Kategorie

Prosiemy prosiemy

Taka tam mała zmiana kosmetyczna:

http://volver.ownlog.com/

Wszędzie dobrze, ale…

Dobra, jestem, znowu na chwilę :/ Załapałam się na jeden dzień lata, wyszłam z lekko mokrymi włosami i od razu boli mnie gardło. Doskonale. Gniję zatem w łóżku i popijam aspirynę. A powinnam sprzątać. Mam w planach globalne porządki z wyrzucaniem jako motywem przewodnim. Wyrzucę absolutnie wszystko co niepotrzebne, co się nie nadaje, co mnie wkurzy.

Poza tym rzuciłam się na miejskie życie: teatr, koncert, żarcie w knajpach, zakupy. To są rzeczy, których mi brakuje na wsi. I znajomi. Znajomych brakuje mi najbardziej. No i ludzie ogólnie, obce twarze, kolorowe stroje. Moda mnie powala. Nie mogę oczu oderwać od tego co się teraz nosi i jak się nosi.

A w Cafe Kulturalnej jedna pani zamówiła sobie HAMAS z tortillą. Od razu mnie naszła chęć na Hezbollah z ryżem. A potem jeszcze inna pani w Sezamie polecała lody STRATAczella :)

 

UPDATE:

Gardło boli mnie nadal i w zasadzie coraz bardziej. Nie za bardzo mogę gadać, jeść i nawet spać nie mogę :( Obudziłam się w środku nocy, otworzyłam szeroko oczy i powiedziałam: śniło mi się, że się duszę, ale nie miał mi kto przebić tchawicy! A w odpowiedzi: no tak tak, ale mówiłem ci że nie mogę zostać na całą noc. A ja na to: wiem wiem, zostaw mi tylko długopis pod ręką, najwyżej sama sobie zrobię tracheotomię. Hm coś mi mówi, że przedawkowałam zajęcia z pierwszej pomocy… Choć w moim wykonaniu mogła by to być raczej ostatnia pomoc :)

Ciach ciach ciach

Oczywiście, że ostatnio spakowałam tylko wiosenne buty i skończyło się to tym, że musiałam zakupić kolejne kozaki. No to jak szaleć to szaleć – kupiłam sobie te młodzieżowe futrzaki, w których wyglądam jakbym miała obie nogi w gipsie. Mało tego, można z powodzeniem założyć lewy na prawy i nie robi to zbyt wielkiej różnicy w wygodzie poruszania się. To znaczy nadal jest wygodnie. Jeszcze nie próbowałam tyłem do przodu założyć, ale coś mi mówi, że też by się dało…

Ale aż taka zima w kwietniu? Naprawdę?? To jest jakieś nie do wiary! Mniejsza o to. Mam wrażenie, że życie pędzi w jakimś dziwnym kierunku, a ja siedzę na wsi i mnie to nie dotyczy. Dzieci znajomym rosną jak na drożdżach. Miesiąc mnie nie ma i ciach już siedzą, znowu miesiąc ciach już zęby mają i znowu ciach już mówią, ciach biegają, ciach do szkoły idą. A ja nic, siedzę na wsi i dziecinnieję, jak jakiś przedziwny przypadek benjamina buttona. Już zaczynałam martwić się sobą, ale jedna wycieczka do Łodzi, jedna noc, jedna impreza i ciach obudziłam się stara. Naprawdę stara…

Chcę do domuuuu, na zawsze

Nie ma to jak skasować sobie notkę. Nie chce mi się tego pisać od nowa. W każdym razie mam już dość tego życia na dwa domy. Wpadłam teraz do Wawy na 2 dni i nie wiem w co mam ręce włożyć. W chacie syf. Znajomi i rodzina czekają na spotkania, telefony. Z każdym chciałoby się pogadać, zobaczyć co u nich. Oni pytają co u mnie. Musiałabym przez dwa dni tylko gadać przez telefon albo latać na spotkania, żeby to ogarnąć. A tu jeszcze życie wielkomiejskie kusi. A z drugiej strony własne łóżko, w którym chciałoby się przeleżeć wieczność. Ale ten bałagan… może posprzątać? No ale po co skoro jutro już wyjeżdżam i wrócę za miesiąc – i tak się zakurzy do tego czasu :/

Czuć wiosnę w powietrzu. Czy można uznać, że już będzie ciepło? Bo nie chce mi się wieźć TAM zimowych swetrów. Zamiast nich wzięłabym wiosenne buty :)

Wczoraj w biegu wpadliśmy na chwilę do mnie. Ja na trochę dłuższą chwilę, a kumpel na godzinkę między pociągami. To ja może herbatę zrobię? Zrób zrób. Nastawiam wodę i gadamy. Mija 10 minut. Hm czemu woda się nie zagotowała? Yyy może czajnik nie jest włączony do prądu? No nie jest! Włączam. Gadamy gadamy i nagle czuję zapach domowego obiadu. Mmm ktoś jakieś kotleciki smaży. No tak tak, szkoda że to nie ty. A no szkoda. Ale po chwili zapach kotlecików zalatuje spalenizną, znajomą mi skądinąd i… eureka! To nie kotleciki! To mój toster, który włączyłam zamiast czajnika. Brawo Jasiu! Już nawet wody na herbatę nie umiem ugotować :/

Pamiętniki z Sylwestra

To jest wstyd i hańba. Ja naprawdę mam świadomość tego, że mam 30 lat i to z haczykiem już i że pewnych rzeczy nie wypada robić i że to nie przystoi i w ogóle no. Ale cóż, człowiek głupi jest, co zrobić.  W zasadzie mam tylko migawki i przebłyski. Jakiś koleś podbiega do E., całuje ją w policzek i ucieka. Podobno K. była widziana na parkiecie jak się z kimś całuje, ale ona uparcie twierdzi, że to nie była ona i dodaje: „Kurde! Szkoda że to nie byłam ja!”. Z kolei A. straciła kontakt z rzeczywistością, zasnęła u E. na kolanach. Jakiś chłopak/facet podchodzi do nich kuca przy rękach A. zwieszonych przy podłodze i sprawdza czy ma obrączkę na palcu. Tak ma, więc odchodzi bez słowa. Ale że co? Chciał sobie ją wziąć do domu, ale mężatek nie tyka, czy jak? Mąż A. próbuje ją zresuscytować, ale ona mówi, że nie dziękuje, nie musi jechać do domu, bo jej tu dobrze. W tym czasie ja i K. palimy nie wiadomo co z nie wiadomo kim, ale wiadomo, że w męskiej toalecie. Tak więc szczyt głupoty zaliczony! Potem tańczymy dużo. Ja tańczę najpierw z jakimś Shrekiem, a potem z jakimś kurduplem w zdekompletowanym garniturze (!), a następnie z jakąś laską, gdyż uznaję, że mężczyźni są beznadziejni. Laska, to fakt – jest ładna i fajna, ale kompletnie pijana. Więc dogadujemy się w międzynarodowym języku chlorów. Poza tym ma śliczny, powtarzam ŚLICZNY naszyjnik. Baba z babą to się zawsze dogada. A potem wracam do swoich i się śmiejeeeeemyyyyyy. Bo K. na smsa z życzeniami odpisała: fghy gh drytu zuvzy dg juyh. Zastanawiamy się, co pomyśli odbiorca. Wersja nr 1 – pomyśli że ma zepsuty telefon. Wersja nr 2 – w pijackim widzie prawidłowo odczyta smsa. Otóż nie. Okazało się, że odbiorca uznał, że jest zbyt pijany, żeby przeczytać smsa i poszedł spać. Co i my niniejszym powinnyśmy były uczynić. Dobra dosyć tej żenady ;)

To teraz o Allegro, bo ja uwielbiam Allegro. I nie tylko dlatego, że można tam kupić wszystko. Ale też dlatego, że Allegro dostarcza mi uciechy językowej. Ad rem: koleżanka na Allegro wyszukała taką oto ofertę sprzedaży lornetki: „Polecam – idealna do obserwacji sąsiada jak i ptaków oraz również innych zwierząt futerkowych.” Coś wspaniałego! Myślę, że nadałaby się też do obserwacji futerkowego ptaka sąsiada… Ludzie to mają pomysły ;)

Czy warto rozmawiać

Nawet mi się spodobała ta tradycja robienia postanowień noworocznych, bo potem mogę sobie przeczytać co mi po głowie chodziło rok temu i wiem co się udało, a co nie. Więc przeczytałam i złapałam się za głowę. Wiele z zeszłorocznych planów, napisanych pół żartem pół serio, zrealizowało się, w dość pokracznej formie, ale jednak! Chyba wypowiedziałam je w złą godzinę. Dlatego teraz ostrożnie z życzeniami – mogą się spełnić! Także na 2013 życzę sobie: prawdziwych, wspaniałych wakacji; podróży; energii na robienie tych wszystkich ciekawych rzeczy, które mam w planach. No i sport – wiadomo – tego i tak nie uniknę.

A teraz z innej beczki. W biały dzień, pod Pałacem Kultury (nomen omen) wywinęłam orła z przytupem. Tak wiem, nie ma już śniegu i nie jest ślisko. Nie, nie byłam pijana! Rzecz w tym, że nikt, kompletnie NIKT mi nie pomógł. Pies z kulawą nogą się nie zainteresował. A potłukłam się straszliwie. Jak już się pozbierałam, to po kilku krokach odkryłam, że najbardziej boli mnie dłoń i łokieć. Chwilę później bolała mnie już cała ręka. No ale doszłam do Złotych Tarasów i zaciskając zęby z bólu dokonałam zakupów. A ból był taki, że nie mogłam PINu wstukać. No ale nic, ruszam dalej, do tramwaju. A w tym tramwaju to już ledwo stoję. Ręka mi pulsuje, w głowie szum, w uszach pisk, przed oczami mroczki. No to trącam lekko jakiegoś pana i pytam, czy mógłby mi ustąpić miejsca, bo kręci mi się w głowie. Pan łaskawie wstaje, ja siadam. Zdejmuję czapkę, szalik, rozpinam kurtkę i naprawdę myślę, że zaraz zemdleję. Ale nie kurwa, NIKT nawet nie zapyta, czy wszystko ok, czy mi lepiej, nikt nie otworzy okna. Ja nie wiem, naprawdę nie wiem, co jest z tymi ludźmi w tym mieście! Można się przewrócić, zemdleć, umrzeć, a oni nawet nie spojrzą!

Ale czasem spotyka się też fajnych ludzi. Wczoraj w autobusie usiadłyśmy naprzeciwko pary staruszków. Dziadek od razu do nas zagadał i wywiązała się strasznie fajna i ciekawa rozmowa. Patrzyłam na nich, słuchałam i autentycznie im zazdrościłam. Po pierwsze byli bardzo ładni i zadbani. Po drugie bardzo mądrze mówili. Po trzecie byli wyluzowani i zabawni. Po czwarte widać było, że naprawdę się kochają, choć była to miłość z odzysku i na pewno nie pierwszy ich związek. Czyli że można. Można na stare lata być szczęśliwym i zadowolonym. Pierwszy raz w życiu pomyślałam, że może jednak nie warto umierać młodo…

Nie ma się co spinać

Dobrze, przyznaję – blog.pl jest mega wkurwiający! Ale nie mam chwilowo czasu ani głowy, żeby się gdzieś przenosić z tym całym majdanem. Tak się złożyło, że czeka mnie jeszcze pół roku życia poza domem, na odludziu, bez cywilizacji. A życie na wsi nie jest łatwe. Zresztą po to mi ta wątroba zapasowa, bo tam nie Wersal z panienkami, tam się pije i to w ilościach i częstościach niewyobrażalnych.

Jeśli chodzi o święta to spędziłam je tak jak lubię. Czyli Wigilia u rodziców, z najbliższą rodziną. A potem hulaj dusza piekła nie ma. Czyli, że w majtkach snułam się po domu oraz w łóżku grałam w scrabble i jadłam pizzę. Ale naszła mnie taka refleksja, że kiedyś rodzice będą już mniej samodzielni i wtedy, dla nich, będę musiała nie tylko spędzać, ale też i przygotowywać normalne, tradycyjne święta.

Mam jeszcze tyle rzeczy do zrobienia i tyle osób do spotkania, że nie wiem jak ja to ogarnę :/

Ogłoszenia drobne

Nie no nie, to się nie dzieje. Skasowała mi się notka :/ Więc teraz będzie krótko. O której jutro koniec świata? Bo nie wiem co robić – wyspać się, czy szaleć, w trybie pilnym kupować prezenty i globalnie sprzątać w mieszkaniu. Bo jak koniec świata ma być jakoś po południu, to może lepiej się wyspać jednak co by potem stanowić atrakcyjne zwłoki, bez worów pod oczami…

PS chętnie odkupię od kogoś wątrobę z tak zwanego second handu… ale o tym innym razem, bo już nie mam siły dziś.

Za szybko no za szybko!

Jessu jak mi to zleciało strasznie szybko. I już niedziela i już muszę wracać, a tylu rzeczy jeszcze nie zdążyłam zrobić. Najgorsze, że nie z wszystkimi się spotkałam, ale to już siła wyższa :(

Zaliczyłam nawet jedną imprezę z dziewczynami i jak zwykle pękałam ze śmiechu. No najbardziej to mi się spodobała opowieść o speed dating. Ja w ogóle nie wiedziałam, że coś takiego istnieje! W każdym razie chodzi o to, że w knajpie spotyka się 10 kolesi i 10 lasek. Każdy z każdą musi porozmawiać przez ileś tam minut i potem zaznacza się kto się podobał. Jeśli i laska i koleś zaznaczą, że się sobie podobali, to następuje wymiana telefonów. Ogólnie idea bardzo fajna, zwłaszcza dla tych co poszukują swojej drugiej połówki, wielkiej miłości, czy tam innego miodu w dupie. Ale oczywiście, jak każde tego typu przedsięwzięcie, przyciąga masę świrów. A no i za to się płaci: 30 zł od osoby lub wersja exclusiv 50 zł i wtedy wchodzą też cudzoziemcy. [sic!]
Koleżanka moja, która była tam w celach dziennikarskich (dobra dobra tak pewnie tylko mówi ;) ) z każdą kolejną rozmową przecierała oczy ze zdumienia. Na przykład jeden koleś mówi, że jego hobby to gra na gitarze. No to ona się go pyta jaką muzykę gra, a on na to, że nieee no nie tak żeby coś zagrać to nie. Inny może dla niej coś ugotować, w zasadzie wszystko z wyjątkiem gołąbków, bo gołąbków mama nie robi. No i trzeci, mój faworyt! Ma 3 minuty na rozmowę, więc wyjmuje kartkę z pytaniami i w punkcie drugim pyta, czy laska chce mieć dzieci. Ona odpowiada, że nie, a on na to: no to mamy problem.
Mnie to wszystko w pierwszej chwili strasznie rozbawiło i ja od razu wykrzyknęłam, że zapiszmy się na to i chodźmy chodźmy, będzie wspaniała zabawa i kupa śmiechu. Ale potem jednak, jak to przeanalizowałam na trzeźwo, to uznałam, że może faktycznie ludzie tam przychodzą szukać prawdziwej miłości, a ja przyjdę i będę sobie robić jaja? Nie no, aż taka cyniczna to nie jestem. Więc z żalem, ale jednak porzuciłam ten pomysł.

No to by było tyle o speed datingu. Chociaż… chociaż ja w pewnym sensie na tej imprezie też zaliczyłam bardzo szybki speed dating ;) Otóż ubierałam się w szatni i przyuważyłam, że jeden koleś bacznie mi się przygląda. No ale jak! Wychodził już, ale jeszcze się odwracał, zwalniał, jakby czekał, aż ja będę wychodzić. W końcu zbliżam się do drzwi, on mi otwiera, uśmiecha się do mnie szeroko. Myślę sobie, ale mam podryw. Nawet trochę się poczułam onieśmielona. Tymczasem on mnie pyta: „przepraszam, czy ta bluzeczka to z Zary?”. Hmmm zatkało mnie :)) A za chwilę z zewnątrz zawołał do niego chłopak: „Idziesz?! Co znowu? Co tym razem? Spodnie? Fryzura? No chodźże już!”

No to tyle. Zmykam się pakować :( Bywajcie zdrowi!

Tak na chwilę

Więc jest tak, że przyjechałam na chwileczkę, na momencik i nie wiem co ze sobą zrobić. Wspaniale jest wyspać się w swoim łóżku, iść do fryzjera, na zakupy, spotkać się ze znajomymi… Na groby się w tym roku nie wybieram, bo nie mam czasu odwiedzić wszystkich żywych, a co dopiero mówić o umarłych. Sorki moje drogie umarlaki, będziecie musieli trochę jeszcze poczekać, ale chyba wam się nie spieszy nigdzie, hę?

A co z tym końcem świata? Będzie w końcu, czy nie będzie? Pewnie będzie, bo jak ja zaoszczędziłam trochę kasy to od razu musi być koniec świata, co nie? :/

Mieszkam aktualnie na dzikiej wsi, gdzie nie ma praktycznie nic. Z wyjątkiem przyrody. A przyroda tam jest piękna, widoki zapierają dech w piersiach.
Obracam się w towarzystwie tych samych ludzi, na których skazana jestem, czy tego chcę czy nie. Nowych twarzy nie widuję. A jak już raz na sto lat jakąś zobaczę, to cieszę się jak dziecko. Fitness sport uprawiam 10 razy dziennie, dużo pracuję, mało śpię. Nie zapominam też o weekendowych imprezach, co prawda ciągle w tym samym gronie, ale zawsze coś. No bo co tam robić?

O i tak. Mijają mi miesiące i przybliżają mnie do powrotu. Może nawet już w grudniu, jeśli dobrze pójdzie. A może i nie. Się okaże :>