No dobra miłość jednak nie istnieje. Ani od pierwszego, ani od drugiego wejrzenia. Od pięćdziesiątego ósmego tym bardziej njee! A całowanie się to figura w tańcu jest. Dziękuję za uwagę, wybywam tymcza pa :D
skomentuj (7)
Zgodnie z najnowszą modą i pod wpływem narodowej masturbacji z powodu blogów szafiarskich, mój kot również postanowił zostać szafiarką. Od zawsze lubił przesiadywać w szufladach z ubraniami, ku uciesze Ikeowych producentów rolek do odpylania ubrań z sierści. Ale teraz nauczył się otwierać jedną część szafy i bez żadnej krępacji, co najmniej raz dziennie, nie waha się by zajrzeć i sprawdzić czy sukienki są na swoim miejscu oraz poprzymierzać szpileczki. Nie wiem może ta kastracja jednak wpłynęła na jego samczą naturę i mimo, że lubi całować się z dziewczynami, to został jednak transwestytą...
A pamiętacie jak nie mogłam wysiąść z taksówki? I potem miałam egzystencjalne problemy większe niż na codzień bo musiałam się zastanowić czy istnieje miłość od pierwszego wejrzenia czy może ja po prostu za dużo piję. No to muszę stwierdzić, że to miasto zwane stolycą jest cholernie małe! I teraz muszę zastanowić się czy wciąż za dużo piję czy może jednak istnieje miłość od drugiego wejrzenia.
Dawno już nie byłam tak leniwa jak ostatnio. Znowu nie chce mi się sprzątać. I strasznie nie chce mi się ruszyć dupy do sklepu, nie wspominając już nawet o siłowni :/
Ten mróz mnie wykańcza. Serio, mam już prawie depresję i gdyby nie to, że co wieczór piję lampkę czerwonego wina to już bym była w stanie agonalnym jakimś. A tak to wino czerwone działa na mnie wiadomo jak i jakoś się jeszcze trzymam.
Grunt to optymizm!
ja: ty wiesz, że jak po tej temperaturze -25 wyszłam dziś na -13 to mi się wydawało, że gorąco jest?
P: jutro już w ogóle ma być ocieplenie... ale nie ciesz się tak bo od przyszłego tygodnia znowu fala mrozów.
ja (z rezygnacją): ta... i do kiedy tak jeszcze? Do lipca?
P: no ja słyszałem, że do września...
No i optymizm inaczej
E: a ty co się tak cieszysz? Co taka uśmiechnięta jesteś? Ja nie wiem, wszyscy jacyś tacy uśmiechnięci chodzą!
ja: no a co mi pozostaje... mogę się tylko uśmiechać...
E: jak to?! A niby co ty takiego masz, że miałabyś się nie uśmiechać?!
ja: nie wiem no... mróz mnie wykańcza...
E: wszystkich wykańcza!
I weź tu babie dogódź... uśmiecham się to źle. Miałabym się nie uśmiechać też źle :/
Z dobrych wiadomości to zmieliłam w niszczarce coś czego nie powinnam. Przypadkiem, bo mi się podpięło. No trochę ciepło mi się na chwilę zrobiło, ale chyba uda mi się z tego wybrnąć.
Oraz ponieważ ciągle mam za dużo pieniędzy to wracam dziś do domu i spostrzegam, że mam włączoną klimatyzację. Bo wczoraj wieczorem chciałam sprawdzić czy ta klima ma opcję ogrzewania też. Otóż nie, klima nie ogrzewa. Ale jakoś jej nie wyłączyłam i działała całą noc i cały dzień. Także STOEN pozdrawiam ;)
To napiszę jeszcze, że jestem szczęśliwą posiadaczką karnetu open na siłkę, szeroko rozumiany fitness (z tymi wszystkimi ABT, TBC, BTW, ABW i CBA), jogę, saunę i wiele wiele innych. Bo ja w tym roku postanowiłam dbać o linię. W zeszłym roku co prawda też dbałam o linię, ale głównie koncentrowałam się na tym żeby była gruba i wyraźna. No i jak już mi się udało zrzucić to i tamto, zachowując to i owo i skoro już, powiedzmy to sobie otwarcie, wyglądam zajebiście, to szkoda byłoby to zaprzepaścić ;)
Dziś rano zaświeciło mi w okno słoneczko. I zobaczyłam wyraźnie, jak na dłoni, jak bardzo brudne mam okna. W kuchni to sobie umyłam przed świętami, a w pokoju mi się nie chciało, bo te okna są takie wielkie :/ Ktoś co prawda mi obiecał, że umyje mi te okna, ale to dopiero na wiosnę. No nie wiem może jak ten mróz zelżeje to je sama lekko przetrę... Tyle, że dla mnie to cała kombinacja alpejska bo drabinę trzeba wyjąć... chyba że może jakoś z dwutaktu spróbuję... ?
Ja wiem wiem - każdy ma swoją Wiolettę Kubasińską, no ale co poradzę, że moja jest taka wyjątkowa :) Tak więc do dziennika Blondyneczki należałoby dopisać nowe powiedzenie: nie szukaj wilka w lesie! A chodziło chyba o nie szukaj dziury w całym.
No to tyle, ja tymczasem idę na ćwiczki choć nie chce mi się niemiłosiernie.
Spędziłam dwa dni w łóżku, prawie z niego nie wychodząc. I to nie z powodu choroby tylko z powodu em-gie-era. Było mi bosko i na myśl o poniedziałkowym powrocie do pracy mam dość konkretny obrzyd.
W ogóle to ten mróz mnie osłabia. Nic mi się nie chce. Mam mega syf w domu i ciągle sobie mówię, że "juro" posprzątam.
Byłam też u fryzjera i pierwszy raz w życiu jestem MEGA niezadowolona. Ja nie mam zbyt wymagającej i skomplikowanej fryzury i naprawdę NIGDY w życiu mi się nie zdarzyło, żebym miała jakieś ale do strzyżenia. A ta pani co mnie cięła to naprawdę nie wiem skąd się wzięła, ale chyba z wehikułu czasu dziś rano wysiadła, prosto z PRLu. Pomijam to jak ona to flegmatycznie i nieudolnie robiła... samo cięcie wyszło nawet spoko, ale grzywka! Ja pierdolę! W życiu nie miałam tak spierdolonej grzywki. Zacznijmy od tego, że grzywki właściwie miało nie być, a wyszło tak, że w sumie trudno stwierdzić czy ona jest czy jej nie ma :/ Choć jak pani zaczęła mi ją na szczotę nawijać to wyraźnie widziałam, że JEST. Swoją drogą kto dziś grzywkę na szczotkę podkręca??? Never majnd... pomyślę o tym jutro ;)
Z mrozu jest taki pożytek, że gołębie gdzieś wyginęły. Nie widuję w ogóle tych śmietnikowców. Z tej okazji taki żarcik:
-Wpadnij do mnie na parapetówę - mówi gołąb do gołębia.
-Ok, a co będziemy robić?
-Gówno!
DOPISEK (bardzo wulgarny, pełen brzydkich słów)
Właśnie wylałam sobie do wspomnianego łóżka kubek herbaty. Calutki kubek! Nosz kurwa! I chuj, że dwa koce mokre i nie wiem pod czym ja dziś będę spać! Najlepsze jest, że skąpałam telefon i nie działa mi głośnik tudzież mikrofon w związku z czym nie mogę prowadzić rozmów telefonicznych! Czy to się suszy jakoś? Rozkręca? Rozwiesza? :/
Czy ja narzekałam, że zimno, że nie mogę wytrzymać, że wszystko mi marznie? Taaak? To następnym razem proszę mi przypomnieć, że w ten weekend kopytkowałam z klubu do klubu w t-shirciku, bo mi bliziutko było, a kurtki mi się nie chciało brać z szatni. I nawet nie poczułam za specjalnie, że jakiś mróz jest. I o dziwo nie rozchorowałam się ani troszkę :D
Weekend ten zaowocował również szybką praktyką z fryzjerstwa geometrycznego. Albowiem wypluć gumę przed snem do kosza to trudne jest jak się okazuje. Tak więc musiałam wyciąć sobie trochę włosów, na szczęście od spodu więc na pierwszy rzut oka nic nie widać. Ale w sobotę idę do fryzjera i już obmyślam co ja mu powiem jak mnie zapyta o tą dziurę w fryzurze...
No i z pamiętnika koleżanki Blondynki taki oto dialog:
Rozentuzjazmowany kolega: Byłem na meczu naszych siatkarzy i zdobyłem ich podpisy na piłce!
Blondyneczka podejrzliwie: Oryginalne???
ON ma zawsze takie strasznie ciepłe ręce... nawet na dworze chociaż nie nosi rękawiczek. I mówi, że mi jest zimno bo ja sobie wmawiam, że jest zimno. Nie wiem no nie wiem może coś w tym jest. Więc ignoruję to -11 na termometrze i wyobrażam sobie, że jest lato. A ja idę sobie plażą. A wszędzie dookoła tyle piasku, piaseczku... I nie wiem czemu ale wcale nie jest mi cieplej i jakoś nie mam ochoty wskoczyć w japonki i bikini. Kiepski ze mnie fakir :/
Ostatnio to nie jest dobry czas. Za dużo dołujących filmów, za dużo nieprawdopodobnych, smutnych historii. Wszystko to mnie przygniata. Aaaa czy tak już będzie zawsze?! Czasem ta myśl mnie przeraża. Ale, żeby się nie rozczulać nad sobą myślę o dzieciach co głodują w Afryce. I o malutkich Chińczykach co za ziarno ryżu szyją jeansy.