Moja koleżanka pracuje u arystokraty. Takiego prawdziwego z rodem i herbem i nazwiskiem. I on się tak strasznie masturbuje tym swoim pochodzeniem i manierami i całym tym ą ę bon ton. A ja akurat "całkiem przypadkiem" trochę teraz siedzę w tematyce arystokracji i aktualnie czytam sobie "Teorię klasy próżniaczej". I z co lepszymi kawałkami dzwonię do koleżanki i jej czytam i się śmiejemy. Albo wysyłam smsa... A dziś akurat wysłałam smsa, tyle że mi się łapa omsknęła i zamiast na kom, to na stacjonarny w pracy poszło! I ona (na szczęście ONA, a nie szef arystokrata!) odebrała ten telefon a tam pani z telekomunikacji mówi do niej, że taki to a taki numer wysłał wiadomość następującej treści i czyta: "praca zostaje uznana za coś poniżającego, niemoralnego, psychicznie odrażającego dla szlachetnie urodzonego, wolnego człowieka" :))) No trochę się koleżanka zdziwiła, nie powiem! W pracy taką wiadomość o pracy odsłuchać... I dłuższą chwilę jej zajęło zanim zatrybiła, że to sms ode mnie ;)
A wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia? Bo ja z zasady nie wierzę. Ale jakoś tak nie mogłam wysiąść z tej taksówki :)) Albo powinnam zweryfikować moje poglądy na temat miłości albo przestać tyle pić :D